
|
Wspomnę o tych, które na mnie zrobiły największe wrażenie. Na początek – białe wino z Rioja –Placet 2006. Zrobione ze szczepu viura (zwanego również macabeo).
60-letnia winnica, północne (a nie południowe, jak zwykle by się
wydawało) stoki. Żywe, ale eleganckie, lekko mineralne, finezyjne
wino. O kolorze bladego słońca, nutach cytrusowych, ananasa
z aromatami białych kwiatów. Miłe i kokieteryjne w ustach,
z zaskakująco długim finiszem. Wysoka zawartość – 14% -
alkoholu, dale mocną, jedwabistą strukturę (83,60zł). Widzę to wino
w świetle świec, w kieliszkach pary zakochanych w sobie
ludzi... Wino, które uwieńczyło degustację, to Les Terrasses 2003.
Dzięki, między innymi, temu dziełu, Alvaro zyskał uznanie w świecie.
Trudny, suchy i gorący klimat Prioratu, stroma działka –
wymagają dużo pracy i wysiłku. Powstał trunek o znakomitej
jakości. Wino leżakowało 16 miesięcy we francuskim dębie. Jest
kupażem lokalnych szczepów cariñena i garnacha
z dodatkiem cabernet i syrah. Piękna, głęboka czerwień,
aromaty ciemnych owoców i kwiatów śródziemnomorskich,
aksamitne, intrygujące. Dostojne, ale i z finezją
(108,60zł). Na szczególne wydarzenia.
Wina nie najtańsze,
lecz cóż? – Jakość i klasa maja swoją cenę. Mistrz
Palacios robi wina wyjątkowe, niepowtarzalne i odważne. Nawet
etykiety mają – symbolicznie – fikuśnie poprzestawiane
litery. Dobrze jest mieć wybór w dobrym. Dobrze, w czasach
poszukiwania autorytetów, mieć przekonanie, że można coś zrobić
z pasją, oddaniem, nietuzinkowo i w zgodzie
z naturą. |