
|
Oczywistym jest, że jeśli szukamy informacji o hodowli rybek
akwariowych, to nie dzwonimy do producenta kostki brukowej. Do lokalu
gastronomicznego, dla odmiany, nie dzwonimy w razie awarii prądu.
W poszukiwaniu miejsca do napicia się wina, jak najbardziej do knajpy
dzwonić powinniśmy. Tak też uczynili moi znajomi w przeddzień
odpowiedniego czwartku listopada, gdy przyszła im ochota na wzięcie
udziału w degustacji młodego bożole. Niektóre telefony spowodowały, że
poczuli konsternację... |
Jej powodem nie był jednak ani brak miejsc, ani brak samego bożole-nowo.
Powodem stanu, który ich ogarnął okazał się, uwaga... brak znajomości
poruszonego tematu. Słuchając niedawno tej opowieści byłem w pierwszej
chwili przekonany, że jest to jakiś żart, ale nie. Serio, serio. Były
takie lokale, w których nie wiedzieli, o co się właściwie „rozchodzi”.
Pcha się do głowy pytanie: jak to możliwe?
Możliwe. Okazuje się,
że globalna impreza, która odbywa się głównie w knajpach i to od lat
wielu, obsłudze tychże nic nie mówi. Gdyby to jeszcze był pojedynczy
wypadek przy pracy, bar mleczny, klub przeciwników fermentacji, albo
lokal konsumpcji jednodniowej marchewki, to rozumiem. Ale nie, to były,
zdawałoby się zupełnie „normalne” miejsca, których o taką ignorancję nie
powinno się podejrzewać! Poza tym, to przecież odwracanie się od
pieniędzy, które same wydzwaniają z prośbą o wzięcie.
Wypromowanie
bożole-nowo jest prawdziwym majstersztykiem, biznesem marzenie. Lecz
jednocześnie nic nie mówi się o jego ofiarach, czyli winach z Beaujolais
naprawdę wartościowych. Mało tego, w świadomości konsumentów panuje
przekonanie, że to nazwa własna wina, a nie regionu. A są tu także
pomniejsi winiarze nie biorący udziału w wytwarzaniu młodego wina na
eksport. Ich produkcja trafia na bardzo ograniczony i kurczący się
rynek, a sytuacja wymusza rezygnację czasem nawet z połowy winnych
upraw.
Dla świata, to igrzyska, impreza dla imprezy, frajda,
międzynarodowy dzień winnej pop-kultury, okazja do spotkania
towarzyskiego, odrobiny szaleństwa, czy bycia trendy. Z drugiej strony,
to picie czegoś, co za bardzo do picia się nie nadaje i tym samym do
sprzedaży też nie powinno. Umówmy się może, że to tylko pretekst do
degustacji mającej prognozować charakter danego rocznika. O.K, ale tak
naprawdę, to kogo to w Psiej Wólce, czy na południe od Seulu, obchodzi?
Młode
wino (w tym też pożal-się-bożole) uderza do głowy, jest zagrożeniem dla
dobrego smaku i samopoczucia. Z tego punktu widzenia może i dobrze, że
są lokale nie świadome wydarzenia? Summa summarum, wychodzi to ich
gościom na zdrowie!
P.S.
Myślę sobie o właścicielach takich
lokali i zastanawiam się, o ilu jeszcze sprawach nie wiemy, o których
oni powinni wiedzieć, a nie wiedzą?...
Katowice, 21.01.2007
|
|
|