Wyjazd enologiczny do Bordeaux odbył się 14-18
października 2007 roku. Organizator: Studio Wina.
Tekst: Dorota Mrówka, MJ. Foto: MJ

|
Tour de Bordeaux
Bordeaux - pępek światowego winiarstwa. To tu powstają słynne
wina, które zanim trafią do butelek dawno już są sprzedane.
Stąd
pochodzą najlepsze i najdroższe okazy. Dla fanów winnych trunków
region Bordeaux jest„świętą ziemią", miejscem pielgrzymek.
Przyjechać tu i zobaczyć na własne oczy, jak oni to robią, to
prawdziwa gratka. My byliśmy i widzieliśmy. |

|
Przyjechaliśmy
do Bordeaux, by poznać jedną z większych i bardziej znanych
rodzin winiarskich, rodzinę Lurton. Senior rodu - Lucien -
przechodząc w 1992 roku formalnie na emeryturę, przekazał
pałeczkę w ręce 10 dzieci: łącznie ok. 1,5 tysiąca ha winorośli
rozmieszczonych w wielu częściach bordoskiego regionu. Daje to
dużą różnorodność win, bo charakter trunku wiąże się z konkretnym
miejscem, daną klasyfikacją oraz stylem i wizją młodych
winiarzy. Nie znaczy to wcale, że ojciec przestał interesować się
rodzinnym interesem - nadal czuwa nad całością. Na nasze odwiedziny
czekało 6 znakomitych „château" - winnych
posiadłości.
|

|
Bordeaux
jest jednym z najbardziej ważnych i najbardziej
rozpoznawalnych regionów produkcji wina na świecie. Ponad 20 tysięcy
winogrodników uprawia tu ok. 113 tysięcy ha winnych sadów, a roczna
ich produkcja to ok. 6 mln hektolitrów. Początki sięgają czasów
rzymskich, czyli I w. p.n.e. Dość szybko wina z Burdigali,
bo tak wtedy nazywał się ten region, zyskują uznanie w innych
prowincjach rzymskiego Imperium. Ważnym wydarzeniem staje się w 1154
roku ślub Eleonory Akwitańskiej z Henrykiem Plantagenetem (ojcem
Ryszarda Lwie Serce), przyszłym królem Anglii. Księżna Eleonora wnosi
w posagu region Bordeaux, co daje winu nowy, olbrzymi rynek
zbytu. Co drugi statek wypływający na wyspy brytyjskie, po brzegi
wypełniony jest bordoskim trunkiem. W 1855 r. na polecenie
Napoleona III ustanowiono pierwszą słynną klasyfikację „grand
crus classes", do której trafiło 60 znakomitych château z okręgu
Médoc. Podział ten, chociaż dzisiaj trochę dyskusyjny, pozostaje do
teraz. Pod koniec XIX wieku Bordeaux nawiedza plaga mszycy filoksery,
która o mało nie doprowadza producentów wina do upadku. Udało
się uratować sytuację poprzez szczepienie winorośli na odpornych na
nią korzeniach amerykańskich (skąd żarłoczna mszyca trafiła do
Europy). Dzisiaj winiarze bordoscy wyjeżdżają, by robić wino także do
krajów tzw. Nowego Świata, wykorzystując tam swoją wielowiekową
wiedzę i doświadczenie.
|

|
Bordoskie szczepy
Czerwone
wina Bordeaux robione są głównie z trzech szczepów: Cabernet
Sauvignon, Merlot i Cabernet Franc. Główne białe to: Sauvignon
Blanc, Semillon i Muscadelle. Naturalnie region dzielą rzeki
Garonne i Dordogne, które łącząc się tworzą trzecią rzekę -
Gironde. Wygląda to jak odwrócona litera „Y". Najłatwiej
podzielić bordoskie wina na: lewobrzeżne - tu przeważa Cabernet
Sauvignon i prawobrzeżne - królestwo Merlota. Znane okręgi
z lewego brzegu, to Médoc i Graves, z prawego: Pomerol
i Saint-Émilion. Na południu robione są słynne Sauternes (od
nazwy okręgu) - najdroższe deserowe wina na świecie. Jest jeszcze
Entre-deux-Mers (dosłownie: między dwoma morzami) - w widełkach
„Y" - okręg dochodzący powoli do głosu, powstają tu
głównie białe Sauvignon Blanc, ale też wina czerwone. Region Bordeaux
daje 25% win jakościowych Francji.
|

|
Wędrówki po château
W Château Camarsac
ostatni dzień zbiorów. Mimo gorącego okresu, witają nas serdecznie
jak dobrych znajomych - Thierry Lurton (na zdjęciu obok: drugi z prawej) i jego współpracownik
Nathanaël Rogier. Zwiedzamy piwnice, miejsca fermentacji, patrzymy na
pracę maszyny odszypułkowującej grona. Nad posiadłością wznosi się
imponujący zamek, wdrapujemy się na jego wieżę, skąd podziwiamy
piękno okolicy i roztaczające się dookoła pola winnych latorośli
- widok zapierający dech w piersiach. Podczas degustacji
w odrestaurowanym wnętrzu pałacu, mamy okazję porównać wino
leżakowane w beczce i kadzi stalowej. Thierry przyrównuje
aromaty dębowe do ramy obrazu: -Jeśli komuś one odpowiadają, to tak
jakby patrząc na obraz mówił, że jest w pięknej ramie -
podkreśla winiarz.
|

|
Château Climens - na dziedzińcu pod rozłożystą lipą spotykamy się
z Bérénice Lurton. To okręg Sauternes. Mamy wyjątkowe szczęście,
trafiamy na dzień zbiorów. Zbierają grona czwarty raz w tym
miesiącu. Owoce białego Semilion, dzięki specyficznemu, wilgotnemu
mikroklimatowi, atakowane są przez tzw. „szlachetną pleśń"
(Botrytis cinerea), która powoduje rodzynkowanie się jagód. Sok
powstający z ich wyciśnięcia daje wyjątkowe słodkie wino.
Ponieważ proces wysychania winogron rozłożony jest w czasie,
z tego samego krzaczka zbiera się je kilkakrotnie. Taka selekcja
jest bardzo czaso- i pracochłonna, a wydajność 3-4 krotnie
mniejsza niż (i tak już bardzo niska) w Bordeaux. Mówi się, że
z jednego krzewu uzyskuje się jeden kieliszek wina! Smakujemy
dwa wina z Climens - nektar bogów w ustach. Rocznik 2004:
świeże, lekkie - jasnozłota słodycz z aromatami akacji, lipy,
wiosennej łąki, słodkie, ale jak przyjemnie słodkie! 1996, to
wizytówka firmy: wyśmienite - ciemniejsze, miękkie, bardziej złożone
z przyjemną, bardzo delikatną goryczką. Jego tajemnica polega na
leżakowaniu w beczce dębowej i wypracowaniu odpowiednich
proporcji kwasowości, alkoholu i koncentracji słodyczy. Może
leżakować i 40 lat. |

|
Jest mglisty, chłodny poranek.
W lustrze sadzawki odbija się dostojny dworek, to Château
Bouscaut.
Na 45 ha uprawia się tutaj Semilion, Merlota, Cabernet
Sauvignon i Malbeca. Krzewy sięgają nawet 80 lat. Wina leżakują
częściowo w dębie syberyjskim (ma cechy zbliżone do
francuskiego, więc pewnie przypadł im do gustu). Na pytanie
o dosładzanie wina w takie deszczowe lato jak obecne,
Laurent Cogombles stwierdza, że nigdy tego nie robią, chociaż
przepisy zezwalają na niewielką ilość. Jakież było jego zdziwienie,
gdy wskazaliśmy pracownika za jego plecami, który sypał właśnie biały
proszek mieszając go z winem! Okazało się, że to nie cukier
tylko związek azotu mający polepszyć pracę drożdży. Z degustacji
będziemy pamiętać białe Semilion 2005, o mocnym ciele, miłej
kwasowości z intensywnym aromatem oraz nutką grejpfruta -
charakterne, miłe w ustach. |

|
Zwiedzanie Château Brane-Cantenac rozpoczęliśmy jak trzeba, czyli
od degustacji. Prowadząca ją Corinne Saussier Conroy (na zdjęciu obok) w sposób
naturalny łączyła w sobie profesjonalizm z urodą
i elegancją. Apelacja Margeaux jest jedną z bardziej
znanych w Bordeaux. Każde z czterech win zrobiło na nas
właściwe wrażenie. Polecamy Baron de Brane 2003 o pięknej,
głębokiej czerwieni - otwiera się po chwili uwalniając aromaty jeżyn,
owoców leśnych, gruszki; ułożone i bardzo miłe w ustach. Château Brane-Cantenac ma odpowiedni styl i image, by
reprezentować rodzinę Lurton na zewnątrz. Wizerunek zamknięty
w szczegółach, o których dbałość widać na każdym kroku:
pięknie, czysto i poukładane. Jakość wina, to konsekwencja tego
podejścia: tradycji i nowoczesności. |

|
Budynek Château La Tour de Bessan minęliśmy, ponieważ nie
podejrzewaliśmy, że to, to już tu. Brunatny prostopadłościan bardziej
przypominał obiekt wojskowy, niż miejsce, w którym może
powstawać wino. A jednak. Robią wino i do tego bardzo
dobre. Marie-Laure Lurton wie na czym to polega. - Proces winifikacji
dopasowujemy każdorazowo do parceli i rocznika - wyjaśnia
przybyszom ze wschodu. Marie-Laure należy do zespołu enologów
pracujących nad zasadami regionalnej klasyfikacji. Wina, które nam
zaprezentowała były ciekawe i świetnej jakości. Gdyby było
więcej miejsca w bagażu, to chętnie wzięlibyśmy ze sobą skrzynkę
Duplessis 2003 - z przewagą Merlota, eleganckie,
z nieagresywnymi nutami skóry, przyjemnie intensywne, na
spotkanie z koneserami wina. |

|
Po ostatnim, Château Desmirail,
oprowadzał nas Denis Lurton (na zdjęciu obok). Pierwsze kroki skierowaliśmy na bardzo
oryginalny, drewniany strop, położony dosłownie na kadziach
fermentacyjnych. Denis potwierdza, że charakter win bordoskich
zmienia się w czasie. Kiedy jest młode, jest przyjemne, owocowe,
łatwe w piciu. Potem zamyka się, staje się szorstkie,
„pryszczate", jak dojrzewający młodzieniec. Wreszcie
rozwija się dalej, dorośleje i uszlachetnia. Degustujemy kolejne
roczniki 2003 i 2004. Starsze jest na dzisiaj już dobrze
ułożone, z jakością godną Margeaux. Młodsze posiada duży
potencjał i za kilka lat wyprzedzi klasą starszego o rok
brata. Oba wina są dla nas co najmniej bardzo odpowiednie. |
|
|
Miłe spotkania
Monsieur Robert zasługuje na
oddzielne wspomnienie. Był naszym kierowcą (po francusku: szoferem)
i przewodnikiem. Były policjant, zmuszony przejść na rentę
z powodu wypadku, któremu uległ podczas pościgu motocyklem za
złodziejami rabującymi pocztę. Monsieur Robert zna się nie tylko na
topografii regionu, ale także (jakże by inaczej) na winie
i tutejszej kuchni. Podczas kolacji, widząc jakie pijemy wino,
postawił nam inne, tłumacząc, że to zdecydowanie lepszy rocznik
(faktycznie!) i winnica. Wiedział, gdzie możemy dobrze
i niedrogo zjeść. Zaskoczył wszystkich, przywożąc nas w pewne
miejsce. Po wejściu do środka myśleliśmy, że to żart, albo jakaś
ciekawostka, ale na pewno nie jemy tu kolacji. Tłok i jazgot
jak na Wall Street podczas dogrywki. Lokal pełen kierowców tirów,
bardziej przypominał stołówkę, niż restaurację. Za 12,30 euro
mieliśmy fantastyczną ucztę! Przystawki, sałatki, desery, napoje,
wino (!!) - bez limitu! Wszystko pachnące, świeże i smaczne.
5-6 dań głównych do wyboru, z pieczenią z kangura na
czele. Innym razem Monsieur Robert zaproponował nam degustację
ostryg w miejscu ich hodowli pod Arcachon. Pokazał, jak ostrygi
rosną, gdzie są przechowywane i w jaki sposób się je
konsumuje. Taniec brzucha, który wykonał, demonstrując w jaki
sposób ostryga wędruje przez ciało po przełknięciu, a potem
wypada nogawką, przeszedł do historii po nazwą „ostryga-dens".

W
czasie pobytu w uroczej , XVIII-wiecznej posiadłości (zdjęcie u góry z prawej) państwa
Jean Pery, którzy nas u siebie gościli, spotkaliśmy też ...
polskiego księdza (na zdjęciu u góry: czwarty z prawej). Mieszka we Francji od 13 lat, ma na imię
Jarosław, jest znawcą win, miłośnikiem sztuki i architektury.
Zaprosił nas na indywidualne zwiedzanie romańskiego kościółka,
znajdującego się 5 minut drogi od Castelnau de Médoc, gdzie mieszkaliśmy. Na co dzień kościół jest zamknięty, ale specjalnie dla
nas otwarł swoje zabytkowe drzwi. |
Wrażenia końcowe
Słoneczny październik,
to dobry czas na zwiedzanie Bordeaux. Jest jeszcze ciepło, ale nie
gorąco. Pola winorośli ciągną się wszędzie po horyzont - zadbane,
przystrzyżone równiutko, jak żywopłot Luwru - mienią się wszystkimi
kolorami jesieni. Raz po raz wyrastają z nich bajkowe zamki.
Małe miejscowości z gęstą kamienną zabudową i starymi
kościółkami wyglądają jakby czas płynął tu wolniej - nikogo nie
zdziwiłby jadący konno Templariusz w zbroi. Bardzo pozytywne
wrażenie zrobili na nas sami winiarze - gospodarze château.
Normalni, sympatyczni, pomimo swej pozycji i majątku. Miło
wspominać będziemy miejsca i ludzi, których tam spotkaliśmy.
Wina oczywiście też!
P.S.
Specjalne podziękowania składamy naszej przewodniczce
i tłumaczce - Katarzynie Mechineau (na zdjęciu powyżej: obok Monsieur Roberta). Bez niej nie byłoby tego
wspaniałego wyjazdu!
|
Marie-Laure Lurton |
|
Bérénice Lurton (pierwsza z prawej) |
|
Bordeaux - miasto |
|
okolice Arcachon - największe wydmy w Europie |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
z tych winogron będzie wyśmienite Sauternes |
|
najlepsze ostrygi - podawane prosto z wody |
|
w Château Brane-Cantenac |
|
była też chwila na Paryż:-) |
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
Zobacz także film z podróży: Tour de Bordeaux
autor: Jarosław Gibas
|
|
|