Jest pewna zbieżność aktu
degustowania wina i celebrowania życia. Można złapać za
kieliszek byle jak i wypić szybko nie zastanawiając się zbytnio
nad jego zawartością, a można zrobić to zupełnie inaczej. Można
być świadkiem jakiegoś zdarzenia nie uświadamiając sobie tego faktu.
Refleksja wymaga zatrzymania. Podobnie
smakowanie winnego trunku. Jeśli jestem jedną nogą tu, a drugą
tam, daruję sobie degustację. Albo ochłonę, albo przekładam na
później. Mogę wino wychłeptać jak kompot, albo przyjrzeć się
mu bliżej - pobudzając czujność i wyostrzając zmysły -
delektować się nim. Niech to będzie niezapomniana uczta. Niech
napój odda wszystko, co ma najlepszego. Szkoda byłoby przyjemność
przegapić.
Ucztowanie potrzebuje obecności nie
tylko fizycznej. Jestem tu i teraz. Jestem zaangażowany i świadomy.
Ta uczta, to zabawa w uważność. Przyglądam się więc bacznie,
pobudzam wyobraźnię, sięgam do pamięci, kontempluję,
rozluźniam...
W pośpiechu łykamy papkę
informacyjno- bezrefleksyjną, taką naszą codzienną strawę
umysłową. Słuchamy, a nie słyszymy. Patrzymy, a nie widzimy.
Robimy, nie myślimy... Degustowanie życia prosi o wyhamowanie.
Spocznij. Zerknij, zauważ: kolor, zapach, smak. Dobrze zamieszaj,
siorbnij, pomlaskaj. Świadomie i z premedytacją... I co? Jest
słodkie, cierpkie czy gorzkie? Szare, czy kolorowe? Intrygujące,
harmonijne, a może płaskie i bez wyrazu?... Smakujmy życie jak
wino i wino jak życie. Uważnie i z namysłem, bo w winie jest
prawda.
Katowice, 14 lutego 2011