Prawdę mówiąc czegoś takiego oczekiwałem po tytule "Winna
dieta" Rogera Cordera. Nic z tych rzeczy. A nawet
przeciwnie - pan profesor doradza umiar - 2 góra 3 (jeśli
jesteś facetem, bo kobiety co najwyżej 2) lampki wina i to na
cały dzień! Już widzę twój chytry uśmiech - to ja sobie sprawię
półlitrowe kieliszeczki. Zapomnij, uściśla: 1 kieliszek, to 125
ml 12% wina.
Roger Corder jest profesorem terapeutyki eksperymentalnej. Co by
to nie oznaczało, brzmi naukowo i książka ma też taki ton.
Jeśli więc lubisz cyfry, liczby, procenty, porównania itp., to
zatopisz się w niej od razu. Lekturę tegoż poradnika polecił mi
znajomy profesor - i wszystko jasne. Logika analiz, poparta
latami solidnych badań przemawia do wyobraźni.
Wino jest tutaj przewijającym się "lajt motiwem".
Głównym bohaterem, ale takim w tle. Dowiesz się, które szczepy
zawierają najwięcej procyjanidyn. Czym owe związki są i co
robią. Dlaczego młode wina jest pić zdrowiej niż stare. Przekonasz
się także o wyższości wina czerwonego nad białym, poznasz
regiony, gdzie winne trunki, z punktu widzenia medycznego, są
najlepsze na świecie i jak to się dzieje, że systematyczne
spożywanie wina (w umiarkowanych ilościach jednakże - patrz
powyżej!) jest wielce pożyteczne.
Cóż, skoro nie można dużo (czytaj: normalnie), to przynajmniej
systematycznie! Na szczęście czytamy też o walorach smakowych
tego napoju. Meritum "Winnej diety", wbrew nazwie, to nie
wino, lecz dieta jako taka. Dieta i zdrowie. W tym
zakresie dzieło jest bardzo cenne. Przeczytasz o lekach,
produktach spożywczych, chorobach, wiele fachowych informacji, które
może i już znasz (i co z tego?), ale i także możesz
się trochę zdziwić, np. w temacie dietetycznych mitów
i przekłamań. Autor zgrabnie łączy język wykładowcy seminarium
naukowego z potocznym. W ten sposób przemyca do naszej
podświadomości całe mnóstwo cennych rad. Mądre argumenty warto
powtarzać, choćby w nieskończoność...
Profesorskie marudzenie? Zachęcanie do zdrowego odżywiania się
i takiegoż trybu życia w ogóle - takie tam truizmy? Niby
tak. Ale jak się temu przyglądasz, podanemu jasno na tacy (2+2=4),
to nie sposób machnąć ręką i odwrócić się plecami.
Automatycznie zaczynasz zastanawiać się: co ja tak naprawdę
wkładam/nie wkładam do ust? Czyżby bezmyślnie? Może warto jednak coś
zmienić? I tu Roger Corder pociesza, że nigdy nie jest za późno
na zmianę. Na zmianę na lepsze. W każdym wieku warto
zrezygnować ze złych nawyków żywieniowych i zastąpić je
właściwymi, odpowiednio do swojej grupy wiekowej. Teraz, od zaraz,
to najwłaściwszy moment!
Polecam "Winną dietę" wszystkim. Tym, którzy jedzą byle
co, byle gdzie, byle szybko. I tym, którzy twierdzą, że
odżywiają się z rozsądkiem. Tym, którzy uznali, że puszyste
jest piękne. I tym, którzy mają idealny indeks masy ciała.
Winomaniakom i abstynentom. Młodym i dojrzałym.
Wszystkowiedzącym i głodnym wiedzy. Jaki byś nie był, jedz
i pij na zdrowie! Przez długie lata...
Roger Corder, "Dieta winna", Wyd. Belladona,
Warszawa 2008