Spójrzmy na wino. Jak trafia na nasz stół? Musi przejść długą drogę.
Zaczynając od pielęgnacji winorośli w jego terroir, poprzez ręce
zbieraczy, proces przeistoczenia soku w wino, system kontroli i decyzji,
dojrzewanie, po projekt etykiety i butelki. Ileż tu trudu, troski
i nadziei?! Pracy i serca. Potem - zamknięte już w szklanym etui -
dalej nieustannie ewoluuje! W końcu trafia do nas. Patrzymy jak
pobłyskuje w kieliszku, czujemy jaki ma aromat, jak smakuje. A co mu
w duszy gra?
Aby się tego dowiedzieć, trzeba ową duszyczkę
poznać, zaprzyjaźnić się z nią. Lecz nie szybko i bezmyślnie, ale
powoli, z napięciem, ciekawością, angażując wszystkie, tak – wszystkie
zmysły. Nie tylko smak, węch i wzrok. Co do pozostałych dwóch, zacytuję
Pawła Gąsiorka, który zauważa: „dotyk, to dłoń”. - Pozwolę sobie
uzupełnić. - Dotyk, to szorstkość, gęstość, ściąganie, temperatura,
konsystencja, ostrość lub gładkość. Dotyk więc, to także, a może przede
wszystkim, usta - czyli: wargi, język, dziąsła, podniebienie, przełyk.
Dalej
mamy o słuchu: „bezrobotne pozostają tylko uszy (jeśli kelner nie
strzela korkami)” - Tak, strzelanie słychać – najlepiej, otwieranych
szampanów, ale może to być również delikatne westchnienie starego
burgunda! Są jeszcze inne akustyczne efekty: dźwięk przelewania
z butelki do kieliszka, siorbanie, mlaskanie, przepłukiwanie i co tam
jeszcze kto potrafi z winem w ustach zrobić. Wtórne, to nasza reakcja po
przełknięciu: „całkiem ciekawe...”, „jakie świeże i rześkie...”,
„poezja...”, „wyraźne maliny...” itd., itp.
A jak to wszystko ma
się do muzyki? Dusza wina nierozerwalnie związana jest z miejscem,
w którym wino przyszło na świat. Z tamtymi ludźmi, ich tradycją
i kulturą, z tamtym klimatem i z tamtą ziemią. Muzyka z rodzinnego
regionu jest więc mu miła, bliska i naturalnie dobrze z nią współgra.
Czyli przykładowo - argentyński Malbec z argentyńskim tangiem, Chianti -
z włoską cantatą, a Tempranillo - z habanerą. Jest to jednak pewnym
uproszczeniem. Dopiero kiedy wyczujemy, poznamy charakter i temperament
wina, które przed nami stoi, kiedy "otworzymy" się na nie, a ono odsłoni
nam swoje tajemnice – dopiero wtedy będziemy potrafili dobrać do niego
odpowiednią muzykę: czy to będzie walc wiedeński, ballada Cohena, Led
Zeppelin czy hip-hop. Uwaga: tutaj należy zsynchronizować jeszcze jeden
istotny element - okoliczność. Bo może być to na przykład przyjęcie
w Pałacu Prezydenckim, kolacja we dwoje przy płonących świecach, wieczór
kawalerski, albo pierwsza od pół roku wolna chata...
P.S.
By
nie być gołosłownym: do słoweńskiego Pavó Rdeče, Dušana Konstančiča,
włączyłem właśnie „Smooth” Carlosa Santany. Proszę
sprawdzić - polecam!