Wyjazd odbył się w dniach 2-5 czerwca 2005 roku, organizator: Dom Wina.
Tekst i foto: MJ.

|
Nie tylko "bycza krew"...
Co robi miłośnik wina, który chce skosztować tego napoju
więcej niż zwykle? Jedzie do winnicy! Na naszą wycieczkę czekały aż
cztery egerskie winnice. Do tego wymarzona pogoda, historia Węgier,
ciekawe miejsca, urokliwe krajobrazy, no i przetwory z winogron.
Mówi się, że najciekawsze jest to, czego nie widać. W Egerze,
regionie znanych węgierskich winnic, powiedzenie to całkowicie się
potwierdziło. Przynajmniej dla nas – turystycznych enologów.
„Nie schodźmy głębiej, płyńmy wierzchem” – radził
tegoroczny maturzysta. My na szczęście mieliśmy inne plany. Trudno to
sobie wyobrazić, ale podziemne korytarze ciągnące się pod Egerem mają
łącznie ok. 130 kilometrów. Sprzyja temu nietrudna do drążenia tufowa
skała. Miejscowe wina mają więc kapitalne warunki do leżakowania:
stała temperatura 12-13 st.C i odpowiednia wilgotność przez cały
rok. |

|
Podróż rozpoczęła się
w Katowicach, w czwartek, w samo południe. Po drodze,
w Krakowie, zabieramy resztę. Dwudziestomiejscowy mercedes
przyjmuje azymut – na południe. Pierwsza degustacja - Riesling
znad Balatonu, z winnic hrabiego Szeremleya, już w autokarze
wprowadza nas w węgierski klimat. Ciekawie ocenia się kolor, gdy
z drugiej strony kieliszka przesuwają się słoneczne,
podhalańskie krajobrazy. Granica. Niektórzy pokazują dowody osobiste
– jakie to proste. Słowacja wita nas wstrząsającym obrazem –
dziesiątki hektarów powyrywanych drzew. Jesienna wichura zrobiła
gigantyczne spustoszenie. Zastanawiamy się, co musieli przeżyć
tutejsi mieszkańcy... |

|
Do Egeru docieramy późnym wieczorem. Nasz hotel
„Minaret” wziął nazwę od stojącego obok tuerckiego
minaretu – jednego z bardziej charakterystycznych symboli
miasta. Zbudowana na przełomie XVI i XVII wieku
czterdziestometrowa wieża zwieńczona jest półksiężycem i dobudowanym
nad nim krzyżem. To znak dominacji chrześcijaństwa nad islamem po
odejściu okupanta. Jest to najbliższy Polski minaret. |

|
Piątek rano.
Wizytujemy pierwszą winnicę – Egervin.
Jest tu ok. 5 km podziemnych korytarzy. Uderza nas różnica
temperatur: na zewnątrz lato, gorąco – pod ziemią zimno
i przejmująca wilgoć. Zgromadzono tutaj ok. 2000 beczek, wśród
nich jedna z największych na Węgrzech, o pojemności 35
tysięcy litrów, tj. ok. 47 tys. butelek - czyli gdybym zaczął dziś
wypijać po jednej butelce dziennie, ostatnią wypiłbym gdzieś
w czerwcu 2135 roku. Do degustacji zasiadamy w sali
położonej 40 metrów pod ziemią. Prowadzą do niej drzwi zamykane na
siedem kłódek. Przy blasku świec poznajemy wina Egervinu. Miło
zaskoczyło niektórych wino różowe, mniej popularne w Polsce.
Jest to Pinot Noir 2004. Młode, ale ciekawe. Zwykle ten szczep jest
winem czerwonym. Nie wszyscy wiedzą, że kolor wina nie zależy od
tego, czy grona są koloru czerwonego czy białego. Kolor zależy od
długości maceracji tzn. namaczania skórek winogronowych. Do kilku
godzin – różowe, do kilku dni – czerwone, bez maceracji –
białe. Egervin ma pod swoją opieką także roczniki muzealne. Jak np.
nagradzany medalami rocznik `64, czy kekfrankos z `85, nie
będące w normalnej sprzedaży. |

|
Zwiedzamy Eger.
Nad miastem
góruje zbudowana w XIII w. twierdza. To tutaj miała miejsce
słynna obrona w 1552 roku. Istvan Dobo, jej dowódca, jest
dzisiaj bohaterem narodowym. Wróćmy do legendy związanej z winem
bikaver, czyli „byczą krwią”. Poznajemy drugą wersję:
tureckim agresorom religia zabraniała spożycia alkoholu, jednak ktoś
złamał zakaz i spróbował egerskiego wina. W jego ślady
poszli inni. Bojąc się zemsty Allacha wymyślili wersję specjalnie dla
niego: to nie wino, to tylko bycza krew. (Bardziej popularną wersję
opisałem w relacji „Wino
od św. Andrzeja”) Z twierdzy mamy dobry widok na
panoramę miasta. Głównie niska, w większości barokowa zabudowa,
wąskie uliczki, liczne knajpki, sklepiki. Nowe osiedlowe bloki, na
szczęście są na obrzeżach. Docieramy do Bazyliki – drugiego pod
względem wielkości kościoła na Węgrzech. Wybudowana w połowie
XIX wieku według projektu słynnego architekta Jozsefa Hilda. Po
drugiej stronie ulicy widzimy okazały barokowy budynek - Liceum
z końca XVIII wieku. Do dziś funkcjonuje tu Wyższa Szkoła
Pedagogiczna. Część grupy postanawia odwiedzić termy –
nowoczesny i odważny architektonicznie obiekt, część spaceruje
dalej, szukając zacisznego miejsca na odpoczynek. Na chętnych czekają
dalsze atrakcje do zwiedzania: kościół Minorytów, największy na
Węgrzech kościół serbski, Pałac Arcybiskupi czy plac Dobo. |
Wieczór.
Przyjeżdżamy do winnicy Thumerer, 12 kilometrów
od Egeru. Naszym przewodnikiem jest Eva, córka właściciela
zaangażowana w prowadzenie rodzinnego przedsięwzięcia. Winnica
w całości schowana jest wewnątrz góry. Piwnice zajmują
4 tys.m2, z czego połowa to oryginalne stuletnie
pomieszczenia. Mijamy setki dębowych beczek, Eva fachowo opowiada
i oprowadza nas po różnych zakamarkach. Na koniec czeka
degustacja z ogromną ilością różnych serów – niezbyt
dyskretnie rzucamy się na nie. Zaskakuje nas różnorodność win:
kiralyleanyka, olaszrizling, chardonnay, muskotaly, merlot rose,
egri bikaver (rzecz oczywista), cabernet sauvignion, pinot noir
i inne.
Kolacja w restauracji „Imolia” - pod samą
twierdzą. Podziwiamy oryginalne danie: całe zielone szparagi
owinięte szynką i mięsem z indyka. Pychota. Popijamy,
a jakże by inaczej, kolejnymi egerskimi winami. Wszystkich
ujmuje wino pn. Paptag (czytaj: poptok, czyli „po ptokach”,
jak rzucił któryś z biesiadników) ze szczepu kekfrankos,
z winnicy Juhasz prowadzonej przez dwóch braci. Wino
wyprodukowane z jednej działki.
Sobota rano.
Winnica Tibora Gala. Jak się dowiadujemy, jej
koncepcją jest, aby wino było łatwe do picia. Sekret sukcesu to małe
beczki do dojrzewania, a prace w winnicach prowadzone są
ręcznie. Spacerujemy podziemnymi korytarzami, uważając na osadzającą
się wszędzie niebieskawozieloną pleśń. Żyje ona dzięki oparom wina
(to, tak jak my), tworząc specyficzny mikroklimat. Po degustacji
zakupy i czas wolny.
Wczesnym popołudniem docieramy do winnicy Szent Andrea, kilka
kilometrów od Egeru (o winnicy więcej we wspomnianej wcześniej
relacji). Właściciel Gyorgy Lorincz pokazuje nam uprawy winnych
latorośli. Zrozumieliśmy, jak dba o wysoką jakość kosztem
ilości. Zwykle zbiór ma ok. 12 ton z hektara – u niego
nawet poniżej 3 ton. Zostawia na krzaku najmniejsze kiście,
stwarzając im możliwie najlepsze warunki rozwoju. W piwnicach
mogliśmy skosztować win prosto z beczki (zawsze o tym
marzyłem!) – domyślając się jakie to wino będzie, gdy
dojrzeje. Duże wrażenie, między innymi ciekawymi winami, zrobiło na
nas Egri Bikaver Superior. Gyorgy, przy całej swojej skromności, nie
ukrywał dumy. To bikaver z najwyższej półki.
Zwieńczeniem naszego pobytu w Egerze była węgierska kolacja
w tzw. Dolinie Pięknej Pani. Szczególnym miejscem wielu
winiarni i lokali – miejscem rozrywki i degustacji.
(Tu zdarza mi się mały wypadek: siadam na widelcu i wyczyniam
różne wygibasy.) Nazwa doliny pochodzi albo od pierwowzoru
prehistorycznej Wenus, bogini zamieszkujących ten teren plemion,
albo wyjątkowej urody kobiety, zajmującej się sprzedażą wina.
Symbolem regionu egerskiego jest niewątpliwie wino egri bikaver.
Tak jak u nas każda gospodyni domowa robi swój niepowtarzalny
bigos, tak tutaj każda winnica wytwarza swoją „byczą krew”.
Ponieważ może ona być kupażem od 3 do 10 winnych szczepów, to
jest to wielkie pole do indywidualnych popisów winiarzy. Okręg Egeru
wydał nawet apelację dla Egri Bikaver, określając warunki, jakie
muszą być spełnione, aby wino mogło nazywać się bikaver.
Niedziela rano – powrót. Mamy uczucie aktywnie
spędzonego czasu. Uganialiśmy się za winnymi przysmakami od winnicy
do winnicy, przemierzaliśmy kilometry podziemnych labiryntów,
mieliśmy okazję poznać historię, krajobrazy i zabytki regionu.
Udało nam się w krótkim czasie stworzyć całkiem zgraną paczkę.
Połączyło nas zamiłowanie do podróży, które kształcą, a także
łagodne działanie spożywanego winnego napoju – bogactwa Egeru.
stara prasa do wyciskania soku z winogron |
|
wino leżakuje w kilometrach piwnic drążonych
w skale tufowej |
|
Eger to także miejsce wielu ciekawych zabytków
- XIX-wieczna Bazylika |
|
|
|
|
|
|
|
|
winorośle na początku czerwca |
|
wino prosto z beczki zawsze jest ciekawe |
|
degustacja - podstawa wyjazdu enologicznego |
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|