
|
Popularny toast „no to siup w ten głupi dziób”, może się
zdezaktualizować. Kompletnie. Dość długo zastanawiałem się,sporo wina
przy tym wypijając,czy przekazywać dalej tę kontrowersyjną wiadomość.
Dobrze być posłańcem dobrej wieści, ale tu nie bardzo wiadomo, powiedzmy
sobie szczerze, w jakim stopniu ta informacja jest dobra, a w jakim
dobra nie jest. Ale skoro piszę, to sygnał, że coś musiało przeważyć.
Tak. A sprawa w tym, że według poważnego instytutu naukowego, spożywając
alkohol podnosimy swój iloraz inteligencji... |
Dla wielu osób, to żadna nowina. Można by rzec: dla tego w ogóle piją.
Chociaż nikt im nie wierzy. Mam prośbę, by nie traktować poniższych
danych, jako zachęty do ustawicznej konsumpcji alkoholu. Pamiętajmy, że
każdy kij ma dwa końce, medal drugą stronę, a nauka nie raz już myliła
się, a to, co było korzystne wczoraj - dziś już nie jest, albo na
odwrót. Lecz badania przeprowadzone w Japonii są, póki co, jednoznaczne.
W
rękach naukowców znalazło się 2 tysiące osób w wieku tak zwanym średnim
(po czterdziestce, a przed osiemdziesiątką). Badania przeprowadzono
przy użyciu sake i wina. Spożycie dzienne określono na minimum 500
mililitrów (górną granicę przemilczano i nie daje mi ona spokoju,
a teraz i wam też nie będzie). Stwierdzono co następuje:
- u mężczyzn
pijących iloraz inteligencji jest wyższy o 3,3 punktu niż u osób nie
pijących wcale, u kobiet iloraz wzrasta o 2,2 pkt.
Kierujący
badaniami, Hiroshi Shimotaka, przekonuje, że to dzięki zawartym
w trunkach polifenolom, które rozszerzają naczynia krwionośne
i wymiatają wolne rodniki. Może tak, a może nie? Dalej, to już tylko
przypuszczenia. Z pewnością nie wolno tych wyników pozostawić samych
sobie. Trzeba zastanowić się także nad skutkami takiego odkrycia.
Po
głębszej refleksji, sporo wina przy tym wypijając, postanowiłem jednak
zaprzeczyć japońskiej tezie i powstrzymać ludzkość przed nadmiernym
używaniem napojów, w których zawarty jest spirytus. Zadecydowałem, że
podeprę się autorytetami. Najlepiej jest zawsze przy takich okazjach
zacytować kogoś bardzo uczonego np. filozofa lub historyka. Wertując
poważne księgi, dotarłem do takiej oto wypowiedzi mędrca Diogenesa:
„najbardziej lubię wino pite na czyjś rachunek." Bez komentarza. Albo
takie stwierdzenie historyka Cliftona Meyera: „Nie znam żadnego innego
napoju, który potrafi nakłonić do myślenia tak, jak wino." Bez
komentarza.
Lub: „nalejcie im dobrego wina, ustanowią nam dobre
prawa!” – tak o parlamentarzystach powiedział Montaigne. Bez
komentarza... Można by tak mnożyć i mnożyć. Zacząłem więc dumać, jak to
jest z tym popijaniem i mądrzeniem się? Możliwe, że to nie picie wina
powoduje, że człowiek mądrzeje, lecz na opak? Może po prostu ludzie
mądrze myślący nie stronią od winnych trunków? Oczywiście w sposób
inteligentny, kulturalny i z umiarem, w miarę swoich możliwości!
Oby
tym razem uczeni poszli za daleko. Bo przecież gdyby konsumpcja
alkoholu podwyższała „aj kju”, to mielibyśmy w kraju samych geniuszy.
A patrząc jak zachowuje się pijak, dojdziemy szybciej do wniosku, że
jemu to raczej rozumu ubyło. Napoleon mawiał, że „bez wina nie ma
żołnierzy” – kto rozsądny by tam polazł? Próbując zrozumieć różnych
ważnych przedstawicieli narodu, przychodzi do głowy, że na trzeźwo nie
da się czegoś takiego wymyślić! Zrozumieć też. To przypuszczalnie jedyny
możliwy sposób dopasowania się do poziomu intelektualnego ich
wypowiedzi. Albowiem „na bani” ciężko wypowiedzieć coś mądrego. Niełatwo
wypowiedzieć cokolwiek, nawet zwykły Gibrar..., Giblar...,
„Gib-ral-tar”!