Karnawałowa
degustacja w ciemno odbyła się 27 stycznia 2007 roku
w katowickiej winiarni "Burgundia".
Foto: Wiktor Żelazny, tekst: MJ.

|
Człowiek
kocha tajemnice. Spiski, mroczne sekrety i afery. Gdy w końcu
ujrzą światło dzienne, powodują, że serce gwałtownie przyspiesza, pot
spływa z czoła, a kryształ pokrywa się pęknięciami. Bywa,
że los każe nam zmierzyć się z nieznanym. Zabieramy się dzielnie
do odkrywania prawdy, a znajdujemy zawstydzoną własną
bezradność. Podczas degustacji w ciemno bywa podobnie. Jesteś
tylko ty, twoje doświadczenie, zmysły i intuicja... |
Na śmiałków czekały butelki w czarnych kubraczkach.
Niestety, nawet z bliska nie dało się podejrzeć etykiety. Każde
wino wymagało, by rozszyfrować siedem jego właściwości:
1. barwę, 2. zapach, 3. smak, 4. szczep, 5. kraj, 6. klasę
i wreszcie: 7. cenę.
Powiem od razu – najlepiej
radziłem sobie z barwą. Właściwie, to określałem ją bezbłędnie
(i nie chodzi tu o jakieś półcienie, tylko rzeczową informację:
białe czy czerwone!). Jednak to trochę za mało, trzeba było
skoncentrować się też na pozostałych cechach.
Zapach - jest
do przejścia, kiedy czuć go wyraźnie, intensywnie, np. wanilia
(czyli leżakowane w dębowej beczce), tosty, czy aromaty
kwiatowe. Delikatne niuanse umykają niczym tegoroczny
śnieg.
Ze smakiem można było sobie poradzić, jeśliby wziąć pod
uwagę zakres: wytrawne czy słodkie? Trudniej wyłapać konkrety,
takie jak owoce leśne, skórę, nuty czekoladowe, albo zieloną
paprykę.
Zapach i smak, to przeszukiwanie zasobów pamięci,
porównywanie dawnych przeżyć z wrażeniami odnalezionymi
w kieliszku. I łatwe, i trudne.
Za to
rozpoznawanie szczepu, jeśli nie jest typowym swoim
przedstawicielem, to zajęcie zdecydowanie cięższe. Prowadzący degustację, Wiktor Żelazny musiał nieźle
wysilać się, by naprowadzić nas na właściwy trop. Na koniec wykazał
się jednakże pewną dozą przebiegłości. Zdublował merlota – tak
różnego od degustowanego przed chwilą swojego poprzednika! No nie
wiem czy to w porządku?!
Trafienie właściwej ceny nie ma
nic wspólnego z wyostrzaniem zmysłów i sięganiem do
przeżyć z dzieciństwa, kiedy to babcia gotowała różne ziółka,
a my biegaliśmy w majtkach po łące. To są emocje,
prawdziwa licytacja: kto da więcej, a kto mniej. Liczy się
tylko szybkość i znajomość cyfr.
Była zabawa i o to się rozchodzi.
Złote strzały nagradzano miłymi drobiazgami. Autor, za
rozszyfrowanie koloru otrzymywał wymarzony korkociąg. Każdemu coś tam
się udało odgadnąć, w najgorszym razie był tuż, tuż, blisko
celu. Punkt kulminacyjny każdorazowo wiązał się ze zdjęciem
kubraczka i obnażeniem, nierzadko wprowadzającej nas
w zdumienie, prawdy. Oto ona w całej okazałości:
1.
Liebfraumilch Rheinhessen QbA, Niemcy, białe, półsłodkie,
19,50.
2.Tbilisuri, Marani, Gruzja, białe, półwytrawne,
26,00.
3.Chianti Riserva, Sangiovese/Trebiano, Toskania,
czerwone, wytrawne, 32,00.
4.Vina la Rosa la Palma Reserva,
Merlot, Chile, czerwone, wytrawne, 25,40.
5.Yellow Tail,
Merlot, Australia, czerwone, wytrawne, 39,90.
Dalszą częścią
imprezy była degustacja w jasno, z doczepionymi na gumce
wąsami (zgodnie z francuską tradycją) oraz zajęcia taneczne na
parkiecie. W końcu mamy karnawał!
|
|
|