Możliwe zagrożenia
Pierwszym problemem może
być już sam termin zbiorów. Pechowo wypadnie, na przykład, w Boże
Narodzenie lub Nowy Rok. Niekiedy, (a w dobie globalnego
ocieplenia "szanse" rosną) nie da się w ogóle zrobić
wina lodowego w danym roku, bo owoce nie zamarzną odpowiednio.
Podczas winobrania jest ciągła walka z czasem: by grona nie
rozmarzły, należy zebrać je i wycisnąć przed porannym wzrostem
temperatury, tłoczenie gron musi odbywać się we właściwym tempie.
Zbyt szybkie (mocne) - grozi zablokowaniem maszyny przez powstałą
lodową skorupę (wyciskając grona oddziela się zamarzniętą na lód
wodę od "ciekłego", skoncentrowanego soku). Zbyt wolne
(delikatne) wyciskanie, może nagle zakończone zostać wzrostem
temperatury powietrza (prasę na czas pracy wystawia się na zewnątrz,
by w budynku grona nie odtajały; gdy zamarznie - jej odmrażanie
trwa trzy dni, czyli... już po zbiorach).
Zbyt duży mróz sprawi, że tłoczenie grud lodu twardych jak
kamienie, będzie po prostu niemożliwe. Pozostawione długo na
krzewach słodkie owoce stają się łatwym łupem dla ptaków, saren czy
dzików. Wilgotne powietrze może spowodować porośnięcie jagód
pleśnią, co dyskwalifikuje je do produkcji lodowego wina. Zazwyczaj
od początku zbioru do końca tłoczenia mija zaledwie kilka godzin,
a zbiory odbywają się ręcznie, trzeba więc dobrej współpracy
sporej grupy osób. W jagodach powinna być dostateczna ilość
cukru, jeśli jest mniej - wina lodowego nie będzie.
Przemiana w wino
Proces fermentacji
przebiega wolno - dłużej niż podczas tradycyjnie robionego wina.
Zamiast kilkunastu dni, trwa to kilka miesięcy. Ale efekt wart jest
tego całego zachodu. Wina lodowe są wyjątkowe, niepowtarzalne. Już
sama koncentracja aromatów: owoców egzotycznych, porzeczek,
orzechów, kwiatów, miodu, nęci do picia. W ustach mamy
natomiast słodycz lekką, rześką, dobrze przełamaną kwasowością.
Lubujący się głównie w wytrawnościach będą narażeni na miłe
zaskoczenie. Wino lodowe może szlachetnieć - nabierać dodatkowych
walorów, leżakując. A potencjał ma spory - 40 i więcej
lat.
Jaka praca taka płaca
Teraz już możemy
spokojnie porozmawiać o cenie. Mamy świadomość złożonych,
trudnych warunków i małej wydajności całego procesu. Butelka
z winem lodowym, zwykle mniejsza (0,5 l; 0,375l; a nawet
200ml), a koszt zdecydowanie większy. Połowa tradycyjnej
pojemności, czyli 0,375 l oscyluje ok. 100 złotych w górę.
Te "lepsze" cenią się nawet powyżej 200 euro. Na
skosztowanie mniej kosztowne możemy skusić się będąc np. u naszych
południowych sąsiadów. Przykładowa cena morawskiego "ledovego
vina", to 300-400 koron za 0,2 l butelkę (1korona = ok.14
gr).
Wino lodowe możemy degustować samo, do foie gras,
z niebieskim serem, na deser do kawy, do sałatki z owoców
czy włoskich orzechów. Osobiście preferuję wersję bez dodatków.
Zachęcam, by sięgnąć po to oryginalne, przyjemne wino. A skoro
zimy mamy, jakie mamy, to może chociaż od czasu do czasu trochę
zimowego wina dla kurażu?!
Katowice, 21.03.2008